» » » życie z łuszczycą

Łuszczyca (Psoriasis)

życie z łuszczycą

Odpowiedz

Pomysł na temat wpadł mi do głowy po wymianie poglądów z Zorką. To, jak nam się żyje z nieuleczalną(na razie) chorobą to temat rzeka i nijak ma się do sposobów leczenia. Nasza inność, pewnego rodzaju wyobcowanie dla niektórych jest niezwykle uciążliwa, wpływa często na nasze życie. To bardzo łatwo mówi się o życzliwości, uśmiechu na twarzy, spokoju itp. Rzeczywistość wygląda nieco inaczej. Do tego, żeby na "luzie" przejść ulicą w bluzce z krótszym rękawem ( powtarzam - z krótszym) trzeba dorosnąć. I co mam odpowiedzieć na zadane wtedy pytanie, czy nie jest mi za gorąco - jest mi cholernie gorąco. Na usprawiedliwienie niegrzecznej odpowiedzi dodam, że pytanie było zadane przez osobę z bliskiego grona doskonale zorientowanej co do mojej choroby. I jeste za zakazem tego rodzaju ingerencji w mój styl życia, sposób ubierania się, żywienia. Mimo wszystko nie opuszcza mnie ani optymizm, ani poczucie humoru.

Przyznam szczerze,że jest w tym duużo racji. Zrobiłam się nerwowa przez chorobę, ciągle wypytywania się ludzi, wieczne przesiadywanie w domu i smarowanie skóry bez efektów. Potrafiłam wyluzować teraz, gdy mam łuszczycę już tylko na głowie. Życzę długiej remisji każdemu z Was :* Piszmy tu co u nas, jak postępuje choroba, czy się zatrzymuje, czy cofa. Jestem ciekawa co u Waś i kocham poznawać łuszczyków/ łuszczyczki.

W odpowiedzi na wypowiedź użytkownika barbara49s

Łuszczyca ma to do siebie, że pojawia się i znika z tym, że to pierwsze występuje w najmniej niespodziewanym momencie.Ponieważ moja choroba jest spowodowana stresem przez całą zimę aż przesadnie dbałam o nią,stosowałam specyfiki własnego pomysłu, by tylko się nie drapać, miałam zawsze pod ręką persen by uniknąć poddenerwowania i dotrwać do wyznaczonej wizyty u lekarza(ok. 3 m-cy czekania w kolejce) i gdy wreszcie dostałam skierowanie na lampy byłam cała w nadziei, że pozbędę się największych zmian na przedramionach, bo w lipcu mój chór miał jechać za granicę z koncertem - a kreacja miała mieć krótki rękawek. Na początku zmiany trwały, potem zanikały, a na koniec wyszły dwa razy większe i silniejsze niż przed lampami. A do wyjazdu zostały 2 miesiące. Zaliczyłam następne leczenie szpitalne, troszkę zeszło i gdybym następnego dnia po powrocie stawiła się u lekarza zejście choroby prawdopodobnie by nastąpiło; to znaczy ja się stawiłam, ale trafiłam na przeszkodę w postaci pani rejestratorki. I nie pomogły żadne pisma z kliniki. Miałam przyjść za 2 miesiące. I tu musiałam być trochę niegrzeczna, ale przez ten tydzień targowania się w przychodni łuszczyca jakby nabrała pewności, że nic jej nie zagraża i rozwinęła się na dobre. Pełna rezygnacji poprosiłam lekarza o tabletki. Teraz podziwiam stoicki spokój mojej p. doktor, która przez miesiąc doprowadziła mnie do stanu oglądalności bez uciekania się do chemii.Na razie biegam z krótkim rękawem, mam dłuższą spódnicę, ale w październiku szykuje się nam następny koncert. Sama jestem ciekawa co zrobi moja łuszczyca.

W odpowiedzi na wypowiedź użytkownika nusia

cześć.a jakie tabletki ci aplikuje?może ja ich wypróbuje.choruje ponad 20 lat i nigdy nie miałem okresu bez Ł. JUŻ MAM POWOLI TEGO DOSYĆ!!!

W odpowiedzi na wypowiedź użytkownika barbara49s

Użytkownicy grupy

więcej »